Od Whistle


Latałam po niebie . Co jakiś czas robiłam różne triki typu beczka itp. Przelatywałam nad drzewami czując przyjemny powiew wiatru. "To mój żywioł" Pomyślałam i zanurkowałam w las. Przelatywałam między drzewami . W końcu wylądowałam na ziemi. W oddali zobaczyłam końską grzywę. Podeszłam bliżej z czystej ciekawości . Moim oczom ukazał się połyskujący jednorożec. Dotarło do mnie kiedyś tam , że prowadzimy z takimi jak on wojnę , lecz nie chciałam z nim walczyć . Był taki piękny.Podeszłam do jednorożca podkulając ogon . On jednak nie zrozumiał znaku , wierzgnął ostro i walnął mnie kopytami zostawiając kilka siniaków. Piszcząc wzleciałam w górę i odleciałam jak najdalej można. Zaczęłam płakać a moje łzy zleciały jak słaby deszcz na teren Watahy Północnej Puszczy. "Poco ta wojna ? " Pomyślałam i poleciałam w kierunku wodospadu.

Od Laili cd Luke'a

Dałam spokój. Po całym zwariowanym dniu byłam bardzo zmęczona.
-Luke?
-Hmm?
-Może wrócimy już do jaskiń? Robi się coraz ciemniej.
Spojrzałam na rozgwieżdżone niebo. Bardzo wyraźnie można było zobaczyć kilka gwiazdozbiorów.
-Chyba masz rację. A którą drogą pójdziemy?- powiedział wskazując dwie nieróżniące się od siebie drogi.
-Wolę dłuższą.- nie czekałam na jego odpowiedź tylko od razu poszłam.
Po kwadransie milczenia spytałam.
-Masz już odwagę, by powiedzieć dlaczego się stresowałeś?

<Luke? Nie wstydź się =3>

Od Dark- Opowiadanie na Dowódcę

Chodziłam po jaskini zmieniając się w różne zwierzęta. Zawsze tak mam jak jestem zdenerwowana. Podświadomie szukam zwierzęcia , które zaspokoi moje nerwy. Konie zaczęły mnie naprawdę wkurzać. Nie udało się Sivovi , nie udało się mi ani Eatherowi. Dało się , też zauważyć kopyto na tyłku Flarelii . Ona , też przegrała ? A może się jej udało ? Tego nie wiem i wolałam się jej o nic nie pytać .
Moja krwiożercza wyobraźnia zaczęła układać pewien szatański plan...
Ruszyłam ku jaskiniom wilków. Na początku zawitałam u Delgada i Diego , ponieważ byli wojownikami . Mogli się przydać. We trójkę udaliśmy się w kierunku Moon. Zwiadowca mógł się okazać przydatny. Ostatnim wilkiem , którego miałam zamiar odwiedzić był Berlo. W końcy to szpieg !
Całą ekipą ruszyliśmy ku terenowi Stada Północnego Lasu. Po drodze spytaliśmy się Charleen o zdanie. Zgodziła się , jej pewnie , też już działały na nerwy te kopytne głupki. Gdy byliśmy na granicy wytłumaczyłam im mój plan. Wielce się zdziwiłam kiedy zdałam sobie sprawę z tego , że spokojnie słuchali i sprzeciwiali się niczemu.
Na samym początku Moon ruszyła na zwiady czy żaden koń nie stoi na straży. Wróciła ze zdziwieniem wymalowanym na pysku.
-Nikogo tam nie ma . - Szepnęła tak cicho , że ledwo ją usłyszałam.
Czy wrogowie przewidzieli nasze odwiedziny ? Są tak głupi , że zapomnieli o straży ? A może uważają , że jej nie potrzebują ?
Tak czy siak na granicy nie było śladu żadnego kopytnego . Następnym krokiem było wysłanie Berla głębiej w koński teren aby zobaczyć jak ogółem są przygotowani. Okazało się , że na ich terenie stoi ogromny budynek , który tam jest nazywany stajnią. Znajdowało się tam siano i kilka odgrodzonych pomieszczeń . Pewnie były to takie końskie jaskinie. Nie było nigdzie żadnej broni . Pewnie polegają na swych mocach. Ostatnim krokiem było wkroczenie całą grupą na ich teren i osłabienie nie przygotowanych wojsk. Spotkaliśmy grupę ogierów ćwiczących przy stajni. Wyskoczyliśmy na nich . Wszystko zadziałało zgodnie z planem . Konie były na tyle oszołomione , że przez kilka sekund nie ruszały się . Zdąrzyliśmy kilka podgryźć . Gdy w końcu się uspokoiły naparowały na nas . Udało nam się nie ponieść strat. W odweciew powaliliśmy kilka z nich . Potem następne i następne . W końcu został jeden ledwo trzymający się na nogach. Popatrzył na nas z przerażeniem i pogalopował w las. Diego chciał rzucić się do pościgu jednak go zatrzymałam. Ktoś musiał przekazać nowinę .W drodze powrotnej nie mieliśmy szczęścia. Napotkaliśmy wreszcie straż. Zaczailiśmy się w krzakach i razem obmyślaliśmy plan natarcia. Gdy wszystko ułożyliśmy w całość , ruszyliśmy koniom na spotkanie. Było ich czterech . Nas było więcej. Z łatwością zdobyliśmy następne zwycięstwo. Nie mogłam się powstrzymać i napisałam krwią jednego z nich : " Nie macie szans" . Było to ostrzerzenie .
Całą ekipą ruszyliśmy w kieunku swojego terytorium . Radośnie powiedzieliśmy Alphom o naszej dwukrotnej wygranej. Wszyscy się cieszyliśmy z tego nie małego zwycięstwa .

Od Luke'a cd Laili

Fajnie przynajmniej mnie lubi...To jestem kumpel czy przyjaciel?xDNo wkończu ni wim...
To ta..Gapiłam się jej w patrzałki...Ma słodkie patrzałki:3Zacząłem się ,,Podgrzewać".Mam tak kiedy się stresuję..
-Luke..
-Hmm?
-Palisz się..
-What?
-No palisz się!-krzyknęła.
-Umm...Sorry...Jak sie stresuję to tak mam..
-A czym się stresujesz?
Ja milczałem...

Laila?

Od Flarelii

Po przegranym zajściu z końmi nie mogłam zasnąć, chodziłam wokół mojej jaskini i rozmyślałam... Nie mogłam znieść porażki. Nagle go głowy przyszedł mi bardzo poje***y pomysł pójścia na terytorium Stada Lasu Północnego... Co chwile miałam napady odwagi i strachu, jednak się odważyłam. Czekałam aż się ściemni, gdy była dobra chwila wymknęłam się w stronę terytorium koni. Gdy doszłam usłyszałam za mną stukanie kopyt... To pewnie jakiś koń z tamtego stada który mnie zauważył. Szłam dalej udając że nie słyszę. Gdy była dobra chwila odwróciłam się i zawarczałam mówiąc:
-Nie boisz się chodzić samotnie po lesie wiedząc że trwa wojna?
-Nie! - powiedział odsuwając się do tyłu.
-Jeśli się nie boisz, dlaczego uciekasz?
Zawarczałam i biegnąc w stronę konia ugryzłam go w nogę. A koń oddał mi kopytem w tył... Rzuciłam się z powrotem w jego stronę tym razem gryząc w szyję, koń uciekł. Byłam zadowolona z zwycięstwa i wróciłam do mojej jaskini. Zostawił mi tylko odcisk kopyta na tyłku, oby nikt niego nie zauważył, domyślił by się pewnie że poszłam samotnie na terytorium koni...

Od Dark- Wojna

Siedziałam na swoim ulubionym kamieniu i rozmyślałam o Sivie . Szczerze mówiąc to się nie znaliśmy ale i tak było mi go żal , to przecież był wilk ...
Nagle z rozmyślań wyrwał mnie tętent kopyt . " Teraz mnie popamiętają " pomyślałam wściekła , i pobiegłam w stronę dźwięku. Koń mnie zauważył i przyspieszył . Dogoniłam go po kilku minutach , rzuciłam mu się na grzbiet i przytrzyłymałam kark. Durny koń zaczął świecić , najpierw widziałam tylko jego czarną grzywę , potem zauważyłam , że lecimy .
-Urosły Ci skrzydła ? - krzyknęłam z nieukrywanym zdziwieniem.
Pegaz w odpowiedzi otrząsnął się i zleciałam z jego grzbietu. Na szczęście zdąrzyłam się w powietrzu przemienić w smoka i bezpiecznie wylądowałam . Wróciłam do zwykłej postaci . Musiałam dać sobie kilka minut na otrząśnięcie się z szoku. "Naprawde ? Skrzydła ? Chyba sobie z nas kpicie ! " Kiedy w końcu się uspokoiłam ruszyłam w stronę szpitala aby obwieścić o porażce. Po drodze myślałam tylko o jednym. Jak ja mogłam dać mu umknąć?!

Od Darkness- THIS IS SPARTAAA! (wojna)

Chciałam dzisiaj odwiedzić Charle. Jednak w jej jaskini był tylko Nef, Cleo i Ether.
D: Hej, gdzie jest Charle?
N: Nie wiem... Poszła gdzieś z Sivem.. Chyba gdzieś na obrzeżach watahy będą.
Pobiegłam tam. Zobaczyłam na polanie konie i bijącą się Charle i... nieprzytomnego Siva. Pobiegłam do Nefa.
D: NEF! CHARLE I SIV SĄ W NIEBEZPIECZEŃSTWIE!
N: Zbierz całą watahę. My już biegniemy!
Pobiegłam do centrum. Stanęłam na skale i przemówiłam:
D: NASZE ALPHY SĄ W NIEBEZPIECZEŃSTWIE! MUSIMY URATOWAĆ CHARLE I SIVA! WALCZĄ Z KONIAMI Z STADA LASU PÓŁNOCNEGO! DO BOJU! PAMIĘTAJCIE! THIS IS SPARTAAAA!!!!!!!!!!!!
Wszyscy dobiegliśmy na miejsce. Lith i Roxi od razu pobiegli do nieprzytomnego Sivoya i zabrali go na bok. My w tym czasie walczyliśmy. Nareszcie udało się wygrać z tymi durnymi koniami. Pobiegliśmy do naszego "szpitala bojowego"
Ch: Siv z tego wyjdzie?
L: Staramy się jak możemy... Ale jest w krytycznym stanie. Jeśli nawet przeżyje to nie będzie mógł się ruszać. Stracił dużo krwi. ma 5% na przeżycie...
Ch: Synku... nie odchodź....
D: Miejmy nadzieję, że stanie się cud i Siv będzie żył....

<Dokończycie?>

Charleen- Pierwsza przegrana bitwa

Dzisiaj wieczorem wrócił Eather. Był mokry i poobijany.
- Co ci..?
- TO TE PIER***ONE KONIE!- krzyknął i uciekł
No nie, jak ktoś zaczyna z moją rodzinką, to ja nie odpuszczam. Nasi wojownicy i dowódcy są jacyś nieobecni, więc zajmę się wszystkim sama.
~
Podbiegłam z Sivoyem na teren koniczków.
~
Niestety, konie nas zobaczyły, i śledzący byli śledzeni. Rzuciłam się na jakiegoś konia... ale... To był jakiś cień, obejrzałam się... Sivoya nie było. Wołałam go, ale cisza zapanowała wszędzie... Co ja głupia zrobiłam! Poświęciłam własne dziecko! Pobiegłam dalej wgłąb Stada Koni, pomimo niebezpieczeństwa.

<Ktoś?>

Uwaga!

Zbliża się wojna z: Stado Lasu Północnego!
Wygramy, nie ma bata :D