Nowa wadera!

Powitajmy:
                     Dakarai!

Czemu mnie nie było?- Charleen, Sivoy, Flame

Moi drodzy, ostatnio miałam spraw i innego tego rodzaju śmieci na głowie ilość ogromną. Teraz, jak w miarę się ułożyło, zacznę was nawiedzać (jak to brzmi...) częściej, jednak pan Nefrytov jeszcze pozostanie w "bezruchu".

Dziękuję pozostałym alphom za trzymanie watahy przy życiu, naprawdę.

UŚCISKI
~Charleen

Ps.: 90% mnie nie zna lub nie pamięta, nie? :P

Od Albatrosa

Łaziłem z opuszczoną głową. Wcale nie byłem smutno mimo iż na to wyglądało z zewnątrz. Po prostu myślałem.No wiecie..nad przeszłością,przyszłością i teraźniejszością,ogółem na sensem istnienia. Zastanawiałem się czy trafienie tu było przypadkiem a może los tak właśnie mnie pokierował,jeżeli tak to po co?
Rozmyślając tak podziwiałem,też naturę oraz tereny mojego nowego domu.Wszechobecna zieleń lasu była kojąca. Chociaż szczerze mówiąc nie wydaje mi,że było mi to potrzebne.Nieprzerwaną ciszę przerwał tuzin wzlatujących ptaków trzepiących skrzydłami i wzbijających się w przestworza. Kochałem ptaki. Te tutejsze były szczególnie piękne jednak nie dorównywały albatrosom.Były tu tęczowe kolibry i mroczne wrony ale żadne nie mogły mi zastąpić morskich strażników.
-Czemu się tak przyglądasz?-Spytał się wilk wychodzący z krzaków.
Odskoczyłem tak aby stanąć z nim pysk w pysk. Nieźle mnie wystraszył. Błyskawicznie wyrwał mnie z rozmyślań zostawiając w tyle albatrosy.
-Ktoś ty?
-A Glen.-Uśmiechnął się
Odwzajemniłem uśmiech.
-Mnie zwą Albatros.
-Albatros?-Roześmiał się.-Nie wyglądasz na jakieś ptaszysko.

<Glen?>

Od Impossible CD Clarence

Mój śmiech rozniósł się echem po niebie.Wtedy się ocknęłam, wujek leciał ze świstem w dół a ja sobie swobodnie latałam. Co się stało?Nie patrząc na to kiedy nauczyłam się latać zanurkowałam za wujkiem,złapałam go za szyję i powoli opuściłam na ziemię.
-Przepraszam.-Wyjąkałam.
W odpowiedzi usłyszałam tylko gromki śmiech kiedy wujek otwierał oczy.
-Nic się nie stało.-Uśmiechnął się.-Dobrze się spisałaś.
-Naprawdę?Przecież straciłam kontrolę.
-Ale w porę ją odzyskałaś. Nad traceniem jej jeszcze trochę poćwiczymy.
Wstał po czym otrzepał się z krwi i lodu i powrócił do swojej postaci a ja poszłam w jego ślady.
-Może teraz skupmy się się na czymś innym.-Zamyślił się.- Co powiesz na zmianę postaci?
-Znowu?
-Nie chodzi mi o walkę tylko o czas przemiany, rozumiesz?
-Aaa..no chyba tak.-Powiedziałam niepewnie.

<Clarence?Wena mi uciekła :/>

Od Clarence'a CD Impossible

- Skoro umiesz latać, to jutro zaczynamy doskonalenie sztuki Que Yaua.- huknął Kira, podlatując do smoczej Imp.
- Czyli...?- spytała niepewnie. Clarence westchnął i wytłumaczył:
- Que Yaua, to walka w powietrzu. Jest to ostatni z etapów szkolenia twojego wewnętrznego smoka. Czasem wymknie ci się spod kontroli i będziesz musiała go opanować. Potem już będziemy udoskonalać twoją przemianę, żebyś mogła jak najszybciej zmienić swoją postać i żebyś mogła ją kontrolować.- kiedy skończył Impossible przytaknęła z lekkim strachem.
- Chodź już, matka się pewnie o ciebie martwi.- mruknął i niespodziewanie zaczął pikować w dół. Smoczyca zrobiła to samo i wylądowała na dole.

~*~


- Jesteś gotowa?- spytał Kira, widząc Imp wybiegającą z jaskini. W jej progu stała Hallowen.
- Nic jej nie będzie?- szepnęła wadera.
- Nie wiem.- odpowiedział, na co Mello zrobiła wielkie oczy.
- Chyba jestem gotowa...- powiedziała Impossbile, będą już koło smoczyska. Zmieniła postać i spojrzała na niego.
- W górę. Bitwę czas zacząć!- nakazał Kira i wzleciał do góry, po czym skrył się w chmurach. Smocza Imp niezdarnie uniosła się ponad ziemię. Oczekiwała ataku z którejś strony, a Clarence obserwował ją uważnie. Kiedy zrobiła się coraz bardziej zdezorientowana wyleciał z chmury i zionął ogniem. Imp dostała w skrzydło, lecz jakoś udało się jej utrzymać w powietrzu. Obróciła się w stronę wilko-smoka, lecz jego już tam nie było. Niespodziewanie z szatańskim uśmiechem na pysku Renc wyleciał spod niej i ugryzł ją w łapę. W końcu Imp zdała sobie sprawę z tej sytuacji. Opanowała się i zrobiła się niewidzialna. Clarence unosił się w powietrzu, zataczając koła. Wtem poczuł, że coś czepiło się jego nogi. To jego siostrzenica oplątała swój ogon na jego prawej łapie, i zaczęła chuchać. Jego skrzydło zamarzło, a on z rykiem zaczął spadać, po czym smoczyca zrobiła się widzialna. Wtedy dostał szału. Zaśmiał się psychicznie i puścił ogień na swoje skrzydło. W mgnieniu oka z lodu została tylko woda. Rozwścieczony ryknął głośno i rozpoczął atak. Nacierał z każdej strony, drapał i gryzł. W końcu zebrał w sobie tyle ognia, że zionął gorącem w łeb wadery. Ryknęła i popatrzyła się na niego, po czym zrobiła się ponownie niewidzialna. Zaczęła chuchać i dmuchać, aż z jej pyska poleciały ostre kawałki lodu. Zraniły dotkliwie samca w pysk i skrzydło. Ten znowu skrył się w chmurze. Impossible poczęła szukać słabych punktów... Zaraz zaraz!
- Podgardle!- krzyknęła i wleciała w chmurę, która zaczęła zmieniać kolor pod wpływem ognia Kiry i lodu Imp. Chwilę później Kira spadał w dół, a Impossible zaśmiała się donośnie.

< Imp? :3 >

Od Impossible CD Clarence

Zaczęłam oglądać siebie z każdej strony. Nadal wokół mnie widniała lekka poświata i byłam wciąż przeźroczysta ale bardziej..rzeczywista.Wyciągnęłam się aby rozruszać wszystkie mięśnie po czym poruszałam skrzydłami.To było takie nierzeczywiste. Powoli udźwignęłam się na tylne łapy i zaczęłam wzbijać się w powietrze. Na początku zupełnie nie mogłam się utrzymać i po prostu wzlatywałam i upadałam. Dopiero po pewnym czasie zaczęłam niezgrabnie przemierzać przestworza. Wciąż zapominałam o,którymś ze skrzydeł prze co można by powiedzieć,że raczej tarzałam się w powietrzu niż latałam. Wiele metrów nade mną latał Kira przypatrując mi się uważnie. Tak bardzo się zawstydziłam,że zupełnie zapomniałam o lataniu.Zatonęłam jak kamień w wodzie.Na szczęście parę metrów nad ziemią oprzytomniałam i zaczęłam się powoli wznosić z głupkowatym,niewyraźnym uśmieszkiem na smoczym,podłużnym pysku.Zamrugałam i uświadomiłam,że zachowuję się naprawdę głupio.Dałam sobie radę z wodnym potworem będąc w postaci zwykłego szczeniaka a teraz boję się latać na oczach wuja?To niedorzeczne.Pocieszając się tym zaczęłam w końcu jako tako latać.Wzniosłam się na poziom smoczego wuja.
-To..co teraz?
Zdziwiłam się na dźwięk swojego głosu.Nie był taki potężny jak wuja,zdawało się jakby mówiły trzy osoby naraz.To było echo,brzmiało to tak jakby naraz mówiły trzy kobiety.Szczerze mówiąc było to trochę przerażające.

<Renc?>

Od Clarence CD Impossible

- Mniej więcej.- powiedział Glen.- Kiedy ty staczałaś się na dno, walnęłaś go łapą w... Podgardle! A to jego słaby punkt! Hah, nie wiedziałem, że jesteś aż tak silna.- zaśmiał się basior, a Renc popatrzył się na niego piorunującym wzrokiem.
- W takim razie ty też będziesz dzisiaj walczyć ze mną w powietrzu.- oznajmił Clarence ze szatańskim uśmiechem.
- No ejejej. Bez takich. Wiem, że dasz się ponieść i zabiłbyś mnie!- krzyknął.
- Może...- zaśmiał się Clarence.
- No a ty, malutka, przygotuj się na trening w powietrzu. Strzeż się Kiry!- dodał Glen.
- A co to?- spytała.
- Nie "co to" tylko "kto to". To postać Renc'a, Kira-Smok. Taki demon czy coś, ale raczej nie. On się nie kontroluje, kiedy ma furię.- wytłumaczył Czajka.
- Właśnie. A teraz idź już. Muszę z nią dalej trenować.- burknął Clarence.
- No dobra dobra. To do zoba!- krzyknął Glen i poszedł w swoją stronę.
- A teraz siadaj. Musisz się nauczyć tworzyć smoka powietrza, lub przynajmniej stworzyć własne skrzydła.
Waderka popatrzyła się na niego ze zdziwieniem i usiadła na ziemi.
- Czekaj, spróbuję stworzyć coś na kształt twojego lodowego avatara. Musisz tylko myśleć, w co chcesz się zmienić. Mózg sam wybierze formę.
Wtedy zaczął się powoli przemieniać.


- Wow...- szepnęła.
-Teraz twoja kolej.- oznajmił.
- Ale nie umiem.- mruknęła.
- Umiesz. Tylko spróbuj.- uśmiechnęło się smoczysko. Waderka kiwnęła łebkiem i zaczęła rosnąć, była z dwa razy większa. Wyrosły jej piękne, kościste skrzydła.







- Może być. Poczekaj teraz chwilkę.- powiedział i przybrał postać Kiry.
- Zaczynamy.- smok wleciał w górę z niebywałą szybkością.

< Imp? >

Od Impossible CD Clarence

Od zawsze uwielbiałam wodę.Kochałam się kąpać w rzecze i słuchać szumiącego strumyka. Woda jest cudowna,ale nie walka z wodnych potworem!Usłyszałam głos wujka.
-Tylko nie przejmuj się ranami.Uleczę się.
Nie byłam pewna czy powiedział "się" czy "cię" co mnie mocno zaniepokoiło.Weszłam powoli do jeziorka zamykając oczy,zanurkowałam w dół aby przyzwyczaić się trochę do temperatury po czym otworzyłam oczy. W samą porę,ponieważ wujek akurat chciał mnie zjeść. Płynął w moją stronę z rozwartą szczęką.W ostatniej chwili uskoczyłam przed śmiercionośnymi,perłowymi kłami tylko po to aby spotka się z ogromnym ogonem."Jak on się tutaj mieści?"pomyślałam odbijając się od niego łapami.


Tak jak mam w zwyczaju zaczęłam kombinować.Wiedziałam tyle,że wujek i w tej postaci jest ślepy ale jego zmysły się wyostrzyły. Co jeszcze?Ten potwór jest ogromny a skał na dnie jest dużo. Przyjrzałam się wujkowi,który w tym momencie krążył pode mną. Był mało zwrotny!To mogło dać mi ogromną przewagę. Pomyślmy nad możliwościami. Mogłam go zagonić do jakiegoś mniejszego kanionu tak aby w nim utknął tyle,że wujek jest na to za sprytny na pewno by po prostu przepłynął nad nim.Otacza nas woda,więc mogłabym coś zamrozić prawda?Kolejna pomyłka.W tej postaci wujek z łatwością rozbije każdą choćby ogromną krę."Oh..dlaczego mam takiego kijowe moce!?"Chciałam wrzasnąć ale tylko wynurzyłam się na chwilę aby zaczerpnąć powietrza po czym ponownie zanurkowałam w stronę wujka.Uchyliłam się przed ogromną łapą a potem odskoczyłam na ogromnym pysku. Szukałam słabych punktów, wujek nie jest zwinny to już wiem ale co jeszcze?Przepłynęłam pod brzuchem i w tym momencie mnie olśniło.Brzuch nie był osłonięty łuskami!Tym razem nie miałam szczęścia.Ogromny ogon walnął mnie z całej siły(a przynajmniej miałam taką nadzieję,bo nie miałam ochoty dostać mocniej) i posłał prosto na jakąś kamienną ścianę.Otrząsnęłam się ale po paru sekundach powaliła mnie jego masywna łapa.Zrozumiałam.Koniec czasu na myślenie,czas na działanie!Szybko odbiłam się od dna i zaszarżowałam na brzuch. Rozerwałam ciało i uciekłam od silnego kopa. Krew zafarbowała wodę na czerwono. Bestia ryknęła i ponownie ruszyła w moją stronę ukazując kły.Odskoczyłam o sekundę za późno.Wujek chcąc się zemścić zatopił kieł w mojej łydce. Normalnie nie było by to takie straszne jednak pod wodą znacznie straciłam na zwrotności. Ten cios mógł przeważyć szalę. Starając się nie zwracać uwagi na ból ponownie zaatakowałam celując w brzuch. Potwór ryknął i odwrócił się by spojrzeć na mnie,lecz walnął łbem o skałę. Zleciał parę metrów w dół zdezorientowany. Wykorzystując sposobność zanurkowałam za nim i rozerwałam mu gardło. Krew ponownie pociekła tak,że czerwień była wszechobecna. Przez chwilę panowała cisza. Nieprzerwana i przerażająca cisza. Wtem ryk zadźwięczał mi w bębenkach. Wujek popłynął ku górze zostawiając za sobą jeszcze więcej krwi.Wyglądało na to,że uciekał. NIEDOCZEKANIE!Zmienił kierunek z zawrotną szybkością i niczym pocisk z milionem pazurów i zębów rzucił się na mnie. Byłam tak zaskoczona,że nie zdołałam się ruszyć. Poczułam nagły ból i dopiero zrozumiałam co się stało. Rozerwany grzbiet powoli czerniał od krwi.Ból wręcz oślepiał.Ostatnim tchem walnęłam łapą na oślep.Najcieńszy ryk jaki dotąd słyszałam był dźwiękiem,który towarzyszył mi kiedy traciłam przytomność.

~

-Nieźle się spisałaś, choć mogło być lepiej.
Powoli otworzyłam oczy.Ból zniknął zostawiając mnie jedynie z uczuciem dziwnej pustki.Nade mną stał uśmiechnięty Renc a obok niego Glen.
-Co on tu robi?
-Ha!Musiałem was z jeziora wyciągać.-Burknął.
-C-co?
-Glenowi chodzi o to,że oboje straciliśmy przytomność podczas bitwy.-Wyjaśnił wujek.
-Czyli...remis?-Zaśmiałam się.

<Glen lub Renc,który chcesz xD>

Od Clarence CD Impossible

- Może być, ale ataki były ciut za wolne i przeciwnik czuł by tylko łaskotki, ale masz szczęście, że to tylko rozgrzewka.- powiedział zaśmiany Renc.
- R-Rozgrzewka?!- krzyknęła zdziwiona wadera, i poskoczyła z zaskoczenia.
- Tak, a co myślałaś?- mruknął Clarence.- Glen tak robi od roku, teraz jest zahartowany.
- Żartujesz sobie!? To nie mój poziom!- darła się w niebogłosy.
- Nie. Czy ja się śmieję? I zobacz sobie trening Glena. Porównaj go sobie ze swoim.- burknął.
- Ale...
- Wstawaj! Zaraz idziemy na wodę.- powiedział.
- Dobra, już dobra...- mruknęła i wstała mimowolnie.
- Grzeczna dziewczynka.
~*~

- A po co tu jesteśmy?- wysapała Imp. Przeszli cztery kilometry i znaleźli się nad wielkim jeziorem.
- Wejdź do wody i wstrzymaj oddech. Masz walczyć pod wodą ze mną.- oznajmił i zmienił się w wodnego stwora. Imp chciała się też przemienić, lecz Renc jej zabronił.
- Nie-e. Ja jestem w tej postaci. Ty masz udoskonalać swoje ruchy, a nie zamianę.
- Nieee...- westchnęła. Clarence wszedł do wody, a Impossible za nim.

< Impusiu? Gotowa? : D>

Od Impossible CD Clarence

Lekko rozśmieszona jego pomysłem na trening zniknęłam i zaczęłam okrążać drzewo.Wyobraziłam sobie,że to ogromny drzewny potwór wymacujący gałęziami i zrzucający na mnie swoje liście.Robiłam zwinne uniki aby uciec przed wyimaginowanymi pociskami i po czym zbliżałam się do drzewa i chuchałam na nie. Co jakiś czas wskakiwałam na gałęzie lub odskakiwałam od kory aby łapami zamrozić większą powierzchnię.
-Nie mówiłem,że masz być cały czas niewidzialna!-Krzyknął wujek.
Szybko się zreflektowałam i zaczęłam znikać tylko wtedy kiedy podbiegałam aby zaatakować. Po pewnym czasie zaczęło mi się kręcić w głowie,lecz nie przestawałam. Zauważyłam,że poruszałam się szybciej i zwinniej niż na samym początku."Najwidoczniej się rozkręcam"pomyślałam po czy odskoczyłam od spadającego liścia.
W końcu zziajana spojrzałam na swoje dzieło. Na środku zmaltretowanej polany rosło całkowicie zamrożone drzewo. Uśmiechnęłam się do siebie i położyłam obok Renca.
-I jak?-Wysapałam.
Nie wiedziałam,że to był dopiero początek treningu...

<Renc?>