niedziela, 23 sierpnia 2015

Od Kay'a

W sumie trzymałem się nie źle jak na tydzień po tym wszystkim... Starałem się o tym nie myśleć, jednak co jakiś czas jakaś myśl wpadała mi do mojej pustej głowy, obijając się echem. Nie bardzo mi się to podobało, jednak chciałem być silny.
Już od kilku miesięcy szukałem przyjaznego dla mnie miejsca, gdzie mógłbym się osiedlić. Spokojny, opuszczony zakątek... Westchnąłem smutno. Zawsze znajdywałem zajęte tereny przez wrogie watahy. Było to dość uciążliwe, ale się nie poddawałem. Miałam nadal nadzieję, że każdy ma swoje miejsce w tym świecie, jak i ja. Muszę je tylko znaleźć...
Szedłem spokojnie dalej, gdy nagle poczułem jakiś zapach. Wilk. Zdecydowanie jakaś wadera przechodziła tędy parę chwil temu. Podążając za wonią przedzierałem się przez krzaki gdy nagle ujrzałem nie dużą polankę, a na niej wilczycę.
<Ktoś? Jakaś wadera?>

Nowy Basior!

Powitajmy Kayun'a !
http://pu.i.wp.pl/k,NzQxOTgxNDIsNDg3OTgxMDY=,f,Tay.jpg

środa, 19 sierpnia 2015

Od Carmelle CD Midnight'a

-Ze prędzej zginiesz zanim coś powiesz- oznajmił basior.
-Ja chociaż umiem się bronić nie jak ty słodziaku-popatrzyłam na jego opatrunek- który nożem nie umie się posługiwać.- za mało sarkazmu w to wsadziłam...
-Jakoś nie wyglądasz na kogoś kogo trzeba się bać.- Grabisz sobie...-Uwierz mi że słodziakiem nie jestem, a sarkazmem też nigdzie nie dojdziesz- O nie do mojego sarkazmu nikt powtarzam nikt nie morze się wtrącać.
-Wygląd często myli a w ogóle kiedy jest się mną...- Zaczęłam.- Sarkazm to dla mnie coś do czego wtrącać się nie można.-
Wpadłam w coś co zwykłym gniewem nie można nazwać... Zaczął się palić żywym ogniem i rzucać w basiora ognistymi kulami.
Nie myślałam, włączył się mój zmysł obrony własnej osobowości. Tak było od kiedy pamiętam. Wystarczył jeden nieprzemyślany gest żeby cały żal i gniew wyszedł ze mnie w ten a nie inny sposób.

wtorek, 18 sierpnia 2015

Od Asjna CD Torrential

- Spoko, bardzo się nie różnie. Chociaż mój mózg ciągnie bardziej pod problemy psychiczne - dodałem do jej definicji zachowania.
Nie czekając na dalszą reakcję wadery, wgryzłem się w sarnę, a z odgryzionego kawałka, mimo wszystko wyleciało trochę krwi i zostało mojej przezroczysto zielonej śliny. Głód nie pozwala na jedzenie, jakby to powiedzieć, elegancko. A ja i tak do takich nie należę.
Cała sarna została przez nas zjedzona i na ziemi leżały kości, wręcz wylizane do czysta
- Dziękuję za posiłek - powiedziałem sarkastycznie - Kręcisz się tutaj z jakiegoś powodu?
- Należę do pobliskiej watahy. Inaczej by mnie tu nie było - odpowiedziała z lekkim prychnięciem.
- To ma sens - powiedziałem bardziej do siebie niż do niej - Ja też, nowy. Jakbyś się nie skapnęła - dodałem - Raczej by mnie tutaj nie było, również.
Wyprostowałem się dopóki nie usłyszałem lekkiego trzasku w plecach.
Zapewne wypadałoby wrócić do watahy czy coś... Najchętniej poszedłbym na ten cmentarz, na który nam nie wolno, ale nie będę psuł sobie na razie dobrej opinii co nie? Niech wiedzą, że jestem basiorem "grzecznym", którym tak naprawdę nie jestem, więc, haha. Nieśmieszne.
<Wybacz mi ;-;>

Od Torriental CD Asjna

- W takim razie jestem Torriental.
- Tore..Torr..
- Torrent, Tora... Tak mi wołają. Ewentualnie godzę się na Torri.
- Em.. Ok.
- Pytałeś się czy możesz odgryźć mi łapę. Proponuję chwilkę poczekać. -Powiedziałam widząc sarnę w oddali. Skradłam się i wyskoczyłam "plując" na nią ogniem.
- Pieczeń z sarny raz!- Krzyknęłam pokazując basiorowi że ma podejść. -Podano do stołu.
- Em... dzięki.
Ja podskakując w kłusiku zaczęłam śpiewać dość... umysłowo chorą piosenkę.
- E....
- Tak, wiem. Jestem dziwna ale jest jedno wytłumaczenie. Może i nawet kilka. Pierwsze: Jest gorąco. Drugie: Słoneczko mi przygrzało. Trzecie: Moje moce muszą się wydobyć, a że jestem wilkiem ognia w tych warunkach wszystko może spłonąć.
- Właśnie widzę...
- AJ ŁONCZ JU HART! JA! AJ ŁONCZ JU HART! AJ ŁONCZ JU! - zaczęłam parodiować.
Basior to przemilczał. Nie dziwię się mu z resztą...
- Tak, mam dość nierówno pod sufitem...

<Sorry, brak weny i ta piosenka w głowie... ;-; >

Od Asjna CD Torrential

Duszno, cicho, za spokojnie i nigdzie nie ma nic do jedzenia!
Wciąż z nadzieją rozglądałem się po bokach. Może usłyszę jakiś szelest albo prawie niewidzialny ruch? Wybawi mnie to z tego utrapienia, a ja sobie coś zjem. Nawet jakby było trujące, wisi mi to. Mógłbym zjeść nawet wilka. O... To jest dobry pomysł, dużo mięsa. Nie, nie. Dobra, nie. Nie będę jadł moich "braci", bo nie wypada.
Zrezygnowany zapuściłem się dalej w las i spokojnie szedłem dopóki nie usłyszałem delikatnego szelestu i zarazem kroków. Może jedzenie, może nie. Warto zaatakować, a przynajmniej się rozerwę... Rozglądając się uważnie po okolicy, próbowałem znaleźć jakikolwiek punkt, z którego mógłbym dostać się do zwierzyny. Wbieganie w nią jest takie oklepane, nie będę jaki inni wszyscy pf... Znalazłem odpowiednie drzewo i wyjątkowo cicho, przynajmniej jak na mnie, wspiąłem się i na ślepo próbowałem znaleźć mój cel. Czyli po prostu zakryłem moje normalne oko, a czarnym wyszukiwałem jakby celu. Inaczej widziałem na to oko, więc nie byłem pewny co to, ale ruszyłem do ataku.
Zeskoczyłem z drzewa i byłem pewny, że pode mną nie ma sarny czy czegoś w tym stylu. Opuściłem głowę i zauważyłem ciało basiora, a może wadery. Kto to wie... Ale prawdopodobnie była to wadera. W dodatku okazało się, że wylądowałem pod jakimś wielkim dębem
- Byłabyś bardzo zła gdybym odgryzł ci... No nie wiem, kawałek nogi czy coś? - spytałem, jak zawsze z sarkazmem.
- No raczej - parsknęła próbując mnie zrzucić.
- Skarbie, gdybyś nie zauważyła, jestem od ciebie większy, więc zarazem i cięższy - dodałem z parszywym uśmiechem.
Przeskoczyłem na bok, aby dać jej możliwość podniesienia się
- Zapewne ciebie to nie interesuję, ale jak to się mówi albo i nie, nie ważne "Maniery tak każą", jestem Asjna - powiedziałem kłaniając się niezgrabnie.

<Torrential?>

Nowy Basior!

Powitajmy Asjna
 

niedziela, 16 sierpnia 2015

Od Rollo CD Ruby

Trybuci niezbyt za mną przepadali z resztą ta pięknisia również. Tak jak oni ja się o tą fuchę nie prosiłem,więc to pewnie z powodu mojego...jakże ognistego charakteru. Pewnego dnia ta różowa kita ze smutkiem patrzyła się w okno pogrążona w myślach. Parsknąłem w myślach przyglądając się jej,co za absurd! Ta landrynka ma przygotować młode wilki do reprezentowania naszej watahy. Ehh...pocieszało jedynie to,że została do tego wyszkolona.  Poczłapałem w jej stronę. Rzuciłem coś na przywitanie stojąc nad nią. Ta nie zwróciła na mnie uwagi,czyżbym nie był tego wart?

sobota, 15 sierpnia 2015

Od Flarelii

Długo przebywałam za terytorium watahy, nie wiem czego szukałam, tyle wiem że zatęskniłam za innymi. To nie było to samo co kiedyś, samotność mnie dobijała. Po powrocie do watahy zauważyłam że wiele się pozmieniało, nowi członkowie i jakieś igrzyska o których wiem tyle co nic. Jedyne co chciałam to trochę się ochłodzić, gorąco nie jest szczególnie dobre dla wilków mego żywiołu, od razu pobiegłam do najbliższego jeziora by się schłodzić. Nie widziałam w pobliżu żadnych innych wilków, w sumie nic dziwnego, w takiej temperaturze nikt by nawet z jaskini na 5 minut nie wyszedł. Jednak w oddali zauważyłam różową plamę, tylko westchnęłam gdyż nie chciałam wdawać się w rozmowę, bynajmniej w tej chwili. Wilk musiał mnie zauważyć, bo jak nie...?

<Kiiyuko? :3>

piątek, 14 sierpnia 2015

Od Ruby

Igrzyska były tuż-tuż. Moim zadaniem co prawda było ich wyszykowanie by nikt w Kapitolu ich nie poznał, ale było mi ich szkoda. Przy kolacjach cisza. Nikt nie ma ochoty rozmawiać. Staram się zacząć jakiś temat, ale ktoś tylko coś odpowie w stylu "aha" albo "rób jak uważasz" i tak to się kończy. Pamiętam jak niedawno wszyscy radośnie biegali po lesie... A teraz? Wiedzieli, że muszą w ciągu kilku dni dorosnąć, ale.. Widzę że zbiera im się na płacz. Natt i Katniss często rozmawiają, lecz tylko wspominają dawne czasy. Rue stara się nauczyć walczyć, ale.. Niestety, niezbyt jej to wychodzi. Finnick znika na całe dnie i wraca późno wieczorem. Rollo albo straszy trybutów jak to nazwał "dla polepszenia odruchu ucieczki czy walki" lub też ogląda telewizję czy siedzi za barkiem. Iście jak w pociągu. Ja tylko patrzę na Kapitol przez okno.. Ogrom miasta bez drzew, stawów czy choćby kępki trawy, która wyrosła gdzieś niepostrzeżenie. Betonowa pustka.. I tak też zaczynam się powoli czuć..

<Któryś trybut albo Rollo?>