Od X CD Duce

Podążyłam wolno za basiorem. Żołądek bolał mnie z głodu i towarzyszył temu głośny warkot, na co Duce reagował złośliwym uśmieszkiem. Przez to aż kusiło mnie, żeby go czym rąbnąć. W końcu on odwrócił się i powiedział cicho:
- Dobra, teraz zostań tutaj. Za chwilę cię zawołam.
- A czemu nie mogę iść z tobą?
- Bo twój brzuch przepłoszyłby nawet smoka po drugiej stronie jeziora! - uśmiechnął się basior .
- Tylko się nie zsikaj ze strachu...
Basior na tę wypowiedź odpowiedział chrząknięciem, po czym się oddalił. Kiedy zniknął mi z oczu, nagle w nosie zakręcił mi się pewien zapach. Bardzo, ale to bardzo przyjemny zapaszek, który wydobywał się z gęstwiny krzaków. Wyraźnie podniecona znajomą wonią, zignorowałam rozkaz siedzenia na tyłku w miejscu i wskoczyłam w te krzaczory. Po chwili wydałam z siebie okrzyk tryumfu, euforii i niecodzienej błogości. Znalazłam skarb. Skarb najpiękniejszy, a mianowicie wielki plastikowy worek na śmieci. Wyplątałam się z chaszczy i rozsupłałam węzeł. Moim oczom ukazały się puszki. Puszeczki różne, różniste. Duże i małe, kolorowe i zwykłe. Niektóre po fasolce, groszku, po karmie, po napojach, konserwy. PUSZKI PO WSZYSTKIM!
Skręciło mnie w żołądku i natychmiast zatopiłam zęby w jednej z nich. Smakowała lepiej niż cokolwiek!
Kiedy pochłonęłam już połowę tego, co było w worku, przyszedł Duce. Kiedy go zauważyłam, uśmiechnęłam się mimowolnie.
- Duce, nawet nie wiesz jak się nażarłam! - krzyknęłam wesoło.

<Duce? ;3>

Od Duce CD X

-Kurna, mózgu Ducey'a, zachowaj te pornograficzne obrazki dla siebie!- gadałem do mojej zacnej osoby. Czyli sam do siebie. Ale cisza, wiem, to dziwne, lecz nie martwcie się, jeszcze jestem całkowicie normalny. Chyba. Gdyby nie to straszne chrapanie, które usłyszałem nad Turkusowym, pewnie nadal wspominałbym te wspaniałe chwile w pubie, tańce na rurkach i nadal też nawijałbym niczym schizofremik. Podążyłem za tym wkurzającym dźwiękiem.
"I oto piękna niewiasta spała na kamieniu, jej włosy błyszczały w świetle słońca, muskane przez lekki, letni wietrzyk. A wokół niej unosiła się aura pochrapywania oraz głodu i uzależnienia od puszek."
Właśnie, puszki, pora na moje śniadanie! Spod czapki wyciągnąłem czarną, metalową puszkę. Rażący, zielony napis "Monster Energy", mówił mi, żebym go wypił... Tego pragniesz, Ducey, tego pragniesz!
Pazurem zrobiłem w wieczku dziurę, ponieważ nie chciało mi się ciągnąć zawleczki. Jednym haustem wypiłem zawartość Monstera. Ponownie czułem się na siłach... Lecz krocze nadal boli! A NIECH CIĘ, MAŁA, RÓŻOWA WADERKO! Znaczy niska. Nie bij...
Okey. Wspiąć się na kamień- odhaczone. Stanąć koło czarnej niewiasty- odhaczone. W prymitywny sposób obudzić ją- krzyżyk.
Położyłem się na szarej płaszczyźnie. Zacząłem głośno oddychać i chuchać na nią. Tak je, budzi się! Najpierw otworzyła jedno oko, potem leniwie drugie. Kiedy mnie zobaczyła, chwilę później leżałem przygnieciony przez nią. Warczała na mnie, pokazując białe, lśniące ząbki.
-Następnym razem pomyśl, zanim mnie zaczepisz!- syknęła, zbliżając swój pysk do mojego.
-No wiesz ty co? To tak, jakbyś powiedziała, żebym pedałował hulajnogą.- prychnąłem z obojętnością. Samica popatrzyła się na mnie dziwnym wzrokiem, lecz w jej oczach widziałem lekkie rozbawienie. Chciałem coś już powiedzieć, zagadać, ale przerwało mi to ryczenie.
-Ło ja pierdziu! Co to tak warczy, jakiś smok przelatuje obok nas czy jak!?- spytałem, rozglądając się na boki. Nieznajoma spojrzała na swój brzuch. Zauważyłem, że była strasznie wychudzona.
-Nie. Zwracaj. Na. To. Uwagi!- burknęła. Była zdeńka zdezorientowana. Wykorzystałem ten moment, i przejąłem kontrolę nad sytuacją.
-No, to teraz powiedz mi, jak się zwiesz, ślicznotko?- na mój pysk wkradł się jakiś idiotyczny uśmiech.
-X, baranie! Zgaduję, że twoje imię to Idiota!- powiedziała.
-To boli. Jednak to prawda. Właściwie, to Duce, ale tamto też się nadaje.- odpowiedziałem, i zszedłem z X. Odeszła na bezpieczną odległość, lecz o mało co nie spadła z kamienia.
-Radziłbym kontynuować ten konflikt na dole.- zeskoczyłem z głazu i niezdarnie wylądowałem na trawie. Wadera powtórzyła to, ale znacznie zgrabniej. Zaproponowałem jej jedzenie, ona jednak odmówiła, choć po chwili, kiedy miałem jej dać już spokój, zaczepiła mnie.
-Dobra, czekaj! Jak mi załatwisz jedzenie, to nie będę taka upierdliwa.- mruknęła niezręcznie. Duce wygrywa batalię, 1:0 dla mnie!
-Oke, to znaczy, że czeka nas małe polowanie. Przy twojej kondycji, poszedłbym na coś łatwego... Ryba?- pokręciła głową na nie.
-Zając? Słowik? Jeleń?- wymieniałem.
-Jeleń może być. Aleee... Ale ja stoję z boku. Łowisz sam.
-Boże, dlaczego baby muszą takie być?- szepnąłem. X widocznie to usłyszała, ponieważ w prezencie dała mi mocnego kuksa w łeb. A chciałem ramę od roweru! Bo to taki wyszukany prezent!

X? :3

Od X

To był zwykły poranek. Słoneczko zaczynało grzać. Ptaszki śpiewały. Wszystko pięknie.
NO NORMALNIE KURNA PIĘKNIE.
Nie byłam jednak w nastroju, by rozkoszować się widokami. Okrążyłam już po raz trzeci Turkusowe Jezioro, zawodząc przy tym tak smutno, jak się tylko da. Beznadzieja, wszystko beznadzieja. Dwa dni nic nie jadłam, bo nigdzie nie mogłam nic znaleźć. DWA DNI! Normalny wilk by coś upolował i zjadł od razu, ale ja nie jestem normalnym wilkiem. Nie potrafię polować i dlatego dawno temu przeszłam na dietę składającą się z puszek i innych śmieci. Dzięki temu, że moje ciało się przystosowało do tego co zaczęłam jeść i dzięki ludziom, którzy nie sprzątają po sobie śmieci, nie zdechłam z głodu podczas moich podróży.
W końcu padłam na jakąś nagrzaną słońcem skałę. Słuchając plusku pływających w wodzie rybek i warczenia mojego żołądka, w końcu zasnęłam...

<< Ktoś ma ochotę dokończyć? >>

Nowy basior!

Powitajmy:
Light Face of Demon!
http://2.bp.blogspot.com/-amrvDl9jgr0/U1qkaGULWnI/AAAAAAAADP0/mfagILtUtu0/s1600/sunset___gift_by_za_akyreomi-d4zvr76.png

Od Finnick'a CD Rollo

Szedłem spokojnie do swojego przedziału. Z zamyślenia wyrwała mnie kłótnia dobiegająca z otwartych na oścież drzwi. Z braku jakiejkolwiek innej rzeczy do roboty i czystej ciekawości wszedłem do środka.
Nasz nowy mentor, Rollo i najmłodszy z trybutów, nowy, Natt.
- Przestań narzucać się młodemu -powiedziałam poważnym grobowym tonem, stojąc w drzwiach.
Mentor odwrócił się zaskoczony, chyba nie tyle niespodzianką była obecność wilka co to, że wilkiem byłem ja. Mały również patrzył na mnie lekko zbity z tropu.
- Nie karz mi się powtarzać - uśmiechnąłem się krzywo.
<Rollo? Nie dam rady dłuższego *umrała*>

Od Earth'a

Jak tu kur*a zielono!
To była moja pierwsza reakcja na jakże piękne dzikie lasy dominujące na terenach tej watahy. Trudno się dziwić skoro całe swoje życie spędziłem w mieście pomimo mojego zielonego,naturalnego żywiołu którym zostałem obdarzony.No co?To nie ja wybierałem sobie żywioł,to ten na górze się pomylił. Tu nawet woda nie jest brązowa.To dopiero zmiana.Kwiaty nie są z plastiku,drzewa nie obumierają i nie powodują wstrząsów wściekłości u kierowców,których tu (Dzięki Bogu) nie ma.Żadnych szarych bloków,murów i płotów i gdzie tu niby różnorodność?
Nie polepszała mi humoru świadomość tego,że dołączyłem tu w czasie plagi jakiejś choroby przez którą wilki uciekają do swoich nor i płaczą w poduszkę.Podsumowując..żadnej żywej duszy w choler*ej krainie zieleni.Jestem zachwycony!
Takie właśnie rozmyślania towarzyszyły mi przy zwiedzaniu.Oczywiście nie mogłem kontynuować jakże optymistycznej wizji gdyż przerwał mi hałas. Nagle Greg rechotem zawiadomił o jego własnych przemyśleniach:
-Przypomniałem sobie najkrótszy horror świata opowiadany przez jakieś dzieciaki z gimnazjum."I kiedy ostatni człowiek na Ziemi siedział w pokoju - ktoś zapukał do drzwi."
No to już wiem gościu jak się czułeś. Parsknąłem w myślach.

<Hope?>

Od Katniss

Dowiedziałam się, że wylosowali mojego kuzyna... Gorzej już być nie może... Nie to, że byłby słaby, ale... ten los skrzywdził całą moją rodzinę... I z resztą... całą naszą watahę.. Najpierw Peeta zachorował.. Potem James.. Kto jeszcze? Kogo jeszcze los zabierze? Moją siostrę, mamę? A może kuzynkę, ciocię i wujka? A MOŻE TEN CHOLERNY LOS ZNISZCZY CAŁĄ WATAHĘ? To nie może być przypadek...

~Dzień później~

Pojutrze odbędą się igrzyska...Wczoraj w nocy przyjechał Natt i nowy mentor- Rollo. Wydał mi się trochę... dziwny. Zobaczymy, może nam pomoże.. Nic innego nam nie zostało.. Jutro będziemy występować przed całym narodem... Prawdopodobnie to ostatnia chwila, gdzie nasze rodziny będą nas mogły zobaczyć w jednym kawałku...

<Ktokolwiek? ;-;>

Od Rollo CD Natt Do Finnick'a

Byłem ciekawy w kogo jeszcze trafił piorun Thora w postaci wesołej wycieczki na arenę. Znałem ich imiona, Finnick i Katniss i słyszałem opowieści na ich temat. Gdyby nie ten morski pomiot sądził bym,że nie mamy szans. Mimo to muszę się chociaż postarać o to aby przeżyli,więc...nie powinienem ich dyskwalifikować na starcie?
Była późna godzina kiedy postanowiłem przejść się po korytarzu naszego środka transportu. Po lewej stornie mignęła mi Ruby płacząca przed telewizorem. Czy wszystkie wadery oglądają romanse kiedy jest im smutno?Te różowe na pewno. Szedłem dalej. Po prawej stronie parę drzwi dalej zauważyłem,że jedne są uchylone. Gdybyśmy byli w terenie to byłoby zaproszenie do kradzieży,morderstwa czy gwałtu. Wiedziałem czyje to drzwi a ten trybut powinien już ćwiczyć ostrożność. Nie myśląc długo zakradłem się do jego pokoju. Stanąłem za drzwiami obserwowałem tego mazgaja. On również coś oglądał ale to na pewno nie był romans, a może się nie znam i każdy romans opowiada o zabijających się nawzajem bachorach?
-CO TAM ŚPIOCHU?!-Wrzasnąłem otwierając drzwi z hukiem odrzutowca.
Basiorek podskoczył zaskoczony po czym zjeżył sierść i warknął ostrzegawczo.
-Nie spałem!
-Tak czy siak,kabiny mają być zamknięte. Ucz się ostrożności młody.
-Jesteśmy w pociągu co nam zagraża?
-Wkurzona konkurencja?Korupcja?Rewolucja i anarchia?Co do tego ostatniego, nie mam nic przeciwko.
Odpowiedziała mi cisza. Basior nie raczył zaszczycić mnie odwetem,więc sam to zrobiłem:
-"Ale Rollo przecież to niemożliwe!Przymknij się głupi staruchu,co ty wiesz o survivalu? Nie rozkazuj mi"- Naśladowałem Natt'a kiwając głową w lewo i prawo z szyderczym uśmiechem". Po czym dodałem:-Każda akcja ma swoją reakcje młody...
Nagle do pokoju wszedł pomiot morskich fal...

<Finnia?>

Od Darkie CD Morte

Usłyszałam imię mojego synka... Mojego nadal malutkiego Natt'a... Zemdlałam... nic nie pamiętam... Dopiero po kilku minutach obudziła mnie córka i ukochany. Musieliśmy pożegnać się z Natt'em... Myślałam, że to zły sen... Nie mogłam wypuścić mojego syna... Musieli mnie odciągać siłą...Natt wszedł do pociągu... Wiedziałam, że już mogę go nie zobaczyć... Po chwili podeszła do mnie moja siostra.
- Czyli też straciłaś dziecko...- Powiedziała Amy
- Trzeba wierzyć, że uda im się... Nic innego nam nie pozostało niż nadzieja...
Po chwili usłyszałam jak Evanescence rozmawia z Immortalem.
- Eva, uspokój się!
- Zemszczę się... Zobaczysz tato... Zabiję go... Zabiję tego cholernego Snow'a...- Powiedziała wbijając nóż w stronę pnia z wizerunkiem Snow'a.
 
 W jej oczach widziałam pierwszy raz chęć niesienia zemsty...

Od Natt'a CD Morte do Rolla i trybutów

Zrobiło mi się słabo... Wzrok całkowicie mi zniknął... Czułem się jakbym był zamknięty w niekończącym się pomieszczeniu bez światła... w istnej próżni... Słyszałem tylko ociężałe kołatanie mojego serca. Ze zbielałymi oczami ze strachu, powolnym krokiem wszedłem na scenę. Uroniłem małą łzę. Pojadę z moją kuzynką... Przed pociągiem pozwolili nam na chwilkę zobaczyć się z bliskimi. Mama prawie mnie udusiła. Eva tak samo. Evana dała mi naszyjnik na "pamiątkę"

 

Napisane na nim było "Dopóki walczysz- jesteś zwycięzcą". Na końcu pożegnać przyszedł się tata.
- Synu... Wierzę w ciebie. Nigdy się nie poddawaj. Musisz przetrwać. Nigdy nie ufaj panice. Pamiętaj, że i tak jesteś już nieśmiertelny.
- Jak to?
- Pamięć o tobie nigdy nie zgaśnie w naszych sercach... A teraz leć. Nie daj się zabić! - Powiedział tata biegnąc za pociągiem. 
Wychylony przez okno spoglądałem na moją rodzinę i całą watahę zgromadzoną przy peronie. Na jakby jeden głos wszyscy podnieśli swoje prawe, przednie łapy i skierowali w moją stronę ukłon. Ja zrobiłem to samo. Gdy wszyscy zniknęli we mgle, zamknąłem okno i usiadłem wpatrując się tępo w podłogę. Po chwili do przedziału weszła Ruby a za nią owy mentor.
- Czy to ma być jakiś żart? CZY WY ZE MNIE JAJA ROBICIE? 
- Natt, uspokój się. 
- Bo co? Już mogę nigdy nie zobaczyć mojej rodziny, watahy.. CZY TO JEST NORMALNE?! CAŁE TE ZJEBAŃCE CHCĄ WYSŁAĆ NAS NA ŚMIERĆ! Nie rozumiecie? Przez te jebane gówno nigdy się nie zakocham, nie założę rodziny... NIGDY NIE ZOBACZĘ JAK MOI RODZICE ODDAJĄ WŁADZĘ MOJEJ SIOSTRZE I MI. 
- NATT! Ile ty masz lat że przeklinasz?!- Zawarczała na mnie Ruby.
- GÓWNO CIĘ TO OBCHODZI. JA TAM NIE IDĘ.- I w tej właśnie chwili z szyi spadł mi naszyjnik od siostry. 
- Widzisz, takie życie.- Powiedział mentor i wyszedł.
- A on gdzie znowu..?- Powiedziała sama do siebie Ruby.
- Mnie już to nie obchodzi... Mam to wszystko centralnie w dupie. 
- Ale Natt.. Spójrz na to z lepszej strony!
- Jakiej lepszej? Gorzej już być nie może.
- Jak tam przyjedziesz, w Kapitolu każda młoda wadera się w tobie zakocha!
- Ale ja w żadnej. 
- To będziesz do końca życia rozpoznawany!
- Mojego KRÓTKIEGO życia. Nawet nie zdążę odbiec ze swojego miejsca i już mnie zabiją. I jeśli nawet przeżyję to co to będzie za życie? Będę miał zniszczoną psychikę, zero prywatności i będę musiał jeździć jako mentor. I to jest życie? 
Ruby ucichła. Zabrakło już jej argumentów i wyszła. Ja okryłem się cały kocem. Jedynie co słyszałem to rozmowa Ruby i Rolla.
- Wredny, głupi bachor... Los jest naprawdę ślepy, że nie widzi jakie trupło na arenę zabiera...
- Natt to normalny nastolatek. 
- Zbyt bardzo rozpuszczony. Mamusia i tatuś mu ciągle pod nosek wszystko podstawiali a teraz dzidziuś się wkurwił... O jeju.. bo się wzruszę.. -Powiedział kpiąco Rollo. 
- Chłopie, ogarnij się. Młodziak ma rację... Przecież oni wszyscy mogą tam zginąć... I co on ma z tego dzieciństwa...? Przecie on się nawet nigdy nie zakochał... Wszyscy trybuci tak mają... Przecież oni mają dopiero całe życie przed sobą... 
- Nie obchodzi mnie to. Tak samo czy jestem ich zasranym mentorem czy nie. 
- To ty masz problem. Ciebie głoskułka wylosowała. 
- Niestety... Nie chcę się użerać z bachorami.
Nie wytrzymałem, wyszedłem z przedziału i spotkałem tam rozmawiające wilki. Zły przewróciłem Rolla i warknąłem na niego.
- Kij że mówisz tak o mnie. Ale mówisz tak też o mojej kuzynce Katniss, Rue i Finnick'u! James był wredny, ale ty jesteś wprost wkurwiający! Jak jeszcze raz tak o nich powiesz to poderżnę ci osobiście gardło i to z zimną krwią.
- Oho, jednak nadajesz się na trybuta z WPP. Tylko popracuj nad tym by cię emocje zbytnio nie ponosiły.- Powiedział wstając i przechodząc do wagonu z barkiem. 
- Natt, on ma rację... Musisz się uspokoić, wziąć się w garść i nie pozwolić się targać nienawiścią. Tym bardziej, że jego łaska też ci będzie na arenie potrzebna. 
- Niby do czego?
- Będzie mógł wysyłać takie jakby "paczki" na spadochronach, które mogą uratować wam życie. Masz, tu są nagrania ze wszystkich igrzysk. Obejrzyj je to ci pomogą w opanowaniu taktyki. - Powiedziała podsuwając mi karton pełen płyt.
- Dzięki... 
- Oglądaj, czeka cię wiele godzin jazdy tym pociągiem. Korzystaj z życia...Póki jeszcze możesz...

<Jakiś trybut i Rollo? Natt ma mroczne oblicze ^^>