Od Morte

Kolejny poranek,zwiastun kolejnego pełnego przygód dnia.Wpatrywałam się w wschód słońca powoli witający naszą krainę.Światło okrywało lasy i polany,tworząc również cienie.Każdy,nawet najlepszy uczynek ma swoje złe konsekwencje.Powoli wgłębiałam się czeluści mojego umysłu w otoczeniu poranka.Przechadzałam się między własnymi obawami,marzeniami i przemyśleniami.Czułam się niczym w morzu pełnym różnorakich ryb.Niektóre kolorowe i radosne a inne ciemniejsze i niepokojące.Mimo to wszystkie były fascynujące i skłaniające do refleksji.Kiedy w końcu wypłynęłam z odmętów myśli rozglądnęłam się po lesie,którym się znajdowałam.Wstałam powoli i ruszyłam przed siebie.Czułam,że czegoś mi brakuje,tylko niezbyt wiedziałam...czego.Stawiałam łapę za łapą za każdym razem wyczuwając trawy,patyki i inne części podłoża.Drzewa tańczyły na wietrze a ptaki powoli zaczynały swoje śpiewy.Słońce przebijało się przez liście i tworzyło rozmaite,świetliste wzory na ziemi.Nagle usłyszałam kroki.Zatrzymałam się i zaczęłam nasłuchiwać.Ktoś się zbliżał.Ustaliłam skąd przybywa i czekałam...

<Ktoś?>

Od Xavera

Od miesięcy nikogo się nie widziało..... siedziałem cały czas w mojej jaskini i czasem tylko wychodziłem na spacery. Od kiedy wujek Annuas znalazł sobie watahę, bo chodził tu i tam..... Hmn..... co robi kartka na wietrze?
Wyszedłem z jaskini i złapałem kartkę w zęby, następnie wyjąłem i przeczytałem. Było to koniecznie, bo wiatr był silny. Na kartce pisało o tym, żebym wyruszył w świat... a czemu nie?
Wyruszę w świat!

Od Rue CD Peety

Przyjechaliśmy do ośrodka. Patrząc na wszystkich trybutów, byłam tam chyba najmłodsza. Co chwilę podglądałam techniki wilków by widzieć jak zaatakują. Podeszłam do stanowiska z roślinnością występującą często na arenach. Dobrze mi to wchodziło, lecz... samymi roślinami chyba nie powalczę. Postanowiłam pomyśleć nad taktyką. Chyba zostaje mi tylko ukrywanie się po arenie... Nic po za tym nie mam....

<Peeta, Finn, Jeff or James? .-. >

Od Jeff'a CD Katniss

Od razu podbiegłem do stanowiska z walką wręcz. Ogromny czarny basior z krwistymi rogami oraz ogromnymi skrzydłami już zaczął ćwiczyć z dwoma innymi trybutami.Podszedłem do nich powoli.Najwidoczniej gość nie lubi jak mu się przeszkadza. Powalił mnie na ziemię a wadera,która akurat przechodziła zachichotała.Wstałem powoli cały czerwony i spojrzałem na basiora.
-Tak traktujesz trybutów?
-A jak będziesz ich traktował na arenie?
Zdanie niby nie mające sensu zamknęło mi paszcze aż do zakończenia treningu. Kiedy zacząłem szukać kolejnego pasującego mi stanowiska do moich uszu dobiegły szepty "Patrz na tą szczękę","A jak trzeszczy","On pewnie zginie pierwszy". Spojrzałem za siebie,za mną stałą czwórka trybutów wyglądających na przygotowanych na to wszystko.Prychnąłem jedynie i ruszyłem do kolejnego stanowiska przy,którym stał Finnick.

<Finn?>

Od Katniss CD Finnick'a

Byłam w swoim wagonie. Już odjeżdżaliśmy z polanki. Jutro zobaczymy tylko betonową dżunglę... Zero roślinności. Nawet najmniejszego źdźbła trawy... Kocham naturę. Z tego powodu uroniłam łzę. Nagle usłyszałam głos Finnick'a. Myślałam, że już tęsknię za dawnym życiem... Obróciłam się i tam stał basior. Był bardziej czarno-granatowy. Jednak te spojrzenie i głos poznam wszędzie... TO BYŁ FINNICK!
- Fi..Fin..FINNICK?
- Tak... Wróciłem. Nie cieszysz się?
- Nie mogę w to uwierzyć!- Powiedziałam spoglądając na basiora. -Czyli nadal masz tą bransoletę...
- Po tym jak wasz pociąg odjechał, zacząłem tego żałować. Nie mogłem was tak zostawić.
Wtedy do przedziału wszedł James. Duży, brunatny basior o przenikliwych szmaragdowych oczach spojrzał na Finnick'a i zapytał zimno:
- Ktoś ty za jeden? Przybłęda? Jak byś nie wiedział, stacja jest 15 kilometrów dalej.
Basiory zaglądnęły sobie dogłębnie w oczy. Finnick, niewiele niższy stał naprzeciwko ogromnego James'a. James jest ogromny niczym lew czy tygrys.
- Nie poznajesz mnie, James? To, ja... ten co was zostawił... Ten sam Finnick, tyle że w innym ciele. Nie cieszysz się?- Zapytał z lekkim sarkazmem.
James lekko wystawił kły i najeżył się. Weszłam pomiędzy walczących wzrokiem.
- Chwila! Nie jesteśmy jeszcze na arenie! I po za tym James, jesteś naszym Mentorem i musisz nam dawać przykład.
- Nie dam się zabić- Powiedział tekstem przesiąkniętym sarkazmem do James'a.
James rzucił tylko jedno spojrzenie i wyszedł z przedziału. Finn przeciągnął się i napił się wody z wazonu z kwiatami.
- Em... Finn..
- Tak?
- Od picia mamy barek...
- A w barku urzęduje sobie James.
- TO NIC NIE ZNACZY!
- Wiedziałem od początku, że James za mną nie przepada...
- Może cię nie lubić, ale nie może nas zabić. To my mamy zabijać, nie on.

~*~

Dojechaliśmy do Kapitolu. Słyszałam ciągle te zakłady... "Ta ruda zdechnie pierwsza. Nie ma szans" "Ciekawe w jaki sposób zginą. Czy utopią się czy zastrzelą ich... Prędzej czy później to nastąpi." "Co te dzieci tu robią? Zdechną jako pierwsze!" Te wredne skurw*syny z Kapitolu jeszcze zobaczą na co nas stać.. Zabrali nas do ośrodka szkoleniowego (który nazywałam potocznie Auschwitz-Birkenau) Było tam wiele różnych stanowisk. Przyglądałam się wilkom, które tam przyjechały. Było ich wielu.. Niektórzy nie mieli łapy, ogona czy ucha... Niektórzy z nich byli mniej więcej w wieku mojej siostry... I jak ich tu zabić..? Podeszłam do stanowiska łuczniczego. Instruktor pokazywał mi rodzaje łuków i kusz. Najbardziej do gustu przypadł mi łuk ET-912. Lekki, i rozciągliwy. Instruktor był pod wrażeniem moich umiejętności. Polowania jednak do czegoś się przydały...

<Finn, Peeta, James?>

Od Finnick'a do Katniss

Szybciej. Szybciej! Muszę biec szybciej!
Biegłem pełną prędkością brzegiem lasu równoległego do torów. Nie przejmując się zmęczeniem, głodem i pragnieniem. Nie miałem nic w ustach od chwili, kiedy moje serce znów zaczęło pompować krew w innym ale i zarazem tym samym ciele. Nawet o tym nie myślałem.
Błagam. Jeszcze kawałek...
Wiedziałem, że pociąg zatrzyma się na dwie godziny na polanie. Muszę zdążyć. To moja jedyna szansa. Potem jeśli dobrze pamiętam jedzie prosto do stolicy. A do Kapitolu się nie przedrę. Nie ma szans
Zbliżał się zmierzch, kiedy biegnąc zobaczyłem delikatne dwie czerwone światełka w dali. Po jakimś półtora kilometra okazało się, ze zbliżam się do pociągu. Udało mi się zdążyć!
Już dobiegałem do niego, powoli zwalniałem, kiedy zobaczyłem ostatniego wilka wsiadającego do pojazdu. Rozległ się gwizd sygnalizujący odjazd.
Czym prędzej wskoczyłem do "balkonu" ostatniego z wagonów. Bez jakiegokolwiek zmęczenia po prostu wszedłem do przedziału. Stała tam wilczyca.
- Katniss? - spojrzałem kątem oka na złotą bransoletę od niej.
<Katniss?>

Od Peety CD Katniss

-Co sądzisz o..tym nowym?
-Nie jest taki zły.Poza tym charakter się nie liczy.Ważne aby pomógł przeżyć.
-A myślisz,że..zobaczymy jeszcze kiedyś Finnicka?
-Jasne.-Powiedziała smutno,lecz coś jeszcze w jej głosie się zmieniło.


~

Kolejne postoje,kolejne godziny wyczekiwania,wieczny stres i wizja śmierci.W końcu dojechaliśmy do Kapitolu. Miasto różu,makijażu i zakładów typu "Jak myślisz kochanie czy ta ruda waderka wybierze łuk czy kuszę?Nie ważne i tak zginie.". Dojechaliśmy do ośrodka w,którym mieli nas przygotowywać na śmierć.Powitali nas pięknymi uśmiechami(Pewnie już zaczęli się zastanawiać na kogo postawić więcej).

<Rue?>

Nowy (stary) Basior!

Powitajmy: Finnick'a! (ponownie... xD)

http://fc08.deviantart.net/fs71/i/2013/277/8/b/rain_by_jamzenn-d6p6co2.png

Od Katniss CD James'a

-Um... Nie...-Odpowiedział basior.
-To kim żeś jest? Posłańcem?
- Nie.. jestem Jeff... Przyszedłem tu zastępować Finnick'a.
- A....
Spodziewałam się bardziej spektakularnego wejścia zamiennika Finnick'a.... Ale no cóż... Każdemu może się zdarzyć... Jednak... Nadal brakowało mi Finnick'a... Tego niepozornego basiora o srebrzystoniebieskiej sierści i bystrym spojrzeniu... Tym bardziej, że Jeff mając metalową szczękę nie może pływać... Szlak...
-Usiądź Jeff. Tak więc... to ty jesteś tym nowym trybutem...-Powiedziałam.
-Tak. Dostałem od Finnick'a instrukcje kim jesteście i takie tam.
- A więc dobra... W czym się specjalizujesz? Umiesz pływać? Walczyć trójzębem?
-Um... nie za bardzo...
- Czyli o rybach na śniadanie możecie już zapomnieć...-Powiedział James odkładając swoją misę i siadając przy barku nalewając sobie bursztynowego płynu do szklanego naczynia.

Zjadłam może tylko 2 małe ryby na śniadanie. Poszłam do przedziału mojego i Rue. Wyglądałam przez okno. Jeff mówił ciągle suchary. Było to aż lekko nie na miejscu. Rozumiem, chciał nas pocieszyć lecz... Nie byliśmy co do niego do końca pewni. Tym bardziej że jego szczęka ciągle skrzypiała. Ciężko będzie mu usiedzieć w ciszy... Zbliżał się koniec postoju (sami wiecie.. dziennikarze itp. Najczęściej gadał z nimi Peeta) a ja spoglądałam przez okno. Zobaczyłam srebrzysto-błęktnego basiora. Miał kaptur na głowie. Nagle zawiał mocniejszy wiatr i z głowy zsunął się mu kaptur. To był Finnick. Szybko wybiegłam z pociągu i pobiegłam do basiora, który nawet mnie nie zauważył.
-K...KATNISS? CO TU TU ROBISZ?! Mieliśmy już nigdy więcej się nie zobaczyć!
- Niestety, masz pecha.
- Dobra, korzystając z okazji, jak spodobał się wam Jeff?
- Eh... Może będzie dobrym zabójcą, lecz długo w ciszy nie usiedzi...
- Nie pomyślałem o tym...
- Wiesz... Polubiłam cię. Ale nie tak bardzo-bardzo tylko jako kumpla. Szkoda że musisz odejść...
- Bywa.
Nie wytrzymałam. Wtuliłam się w basiora i zaczęłam płakać.
- Pewnie przez moją ucieczkę reszta mnie już nienawidzi...
- Możliwe... Jednak ja do ciebie nic nie mam.
- Dobra, uciekaj już bo pociąg ci ucieknie.
- Chwilkę! Mam coś dla ciebie.-Powiedziałam wyciągając złotą bransoletę.
- Dzięki. A teraz już naprawdę biegnij.
- Ok... To... Żegnaj...
- Pa... A i jeszcze jedno. Nie daj się zabić!
Pokiwałam basiorowi na pożegnanie. Wsiadłam do pociągu. Siedziałam cały czas przy oknie spoglądając jak Finnick znika w oddali...

~*~

Nikt nie wie o spotkaniu z Finnick'iem. Ja próbowałam zaznajomić się z Jeff'em, lecz nie mogę z nim znaleźć wspólnego języka. Lepiej dogaduje się z Rue czy Peetą. Udaliśmy się na 2-godzinny postój. Wysiedliśmy na Mglistej Polanie. Do Centrum zostało nam jeszcze około 1500 km. Pobiegłam do jeziorka. Postanowiłam popływać i pouczyć się łapania ryb. W końcu nie wiadomo jak będzie wyglądała arena. Po pół godziny spostrzegłam Peetę.
- Katniss, co robisz?
- Uczę się. W końcu trzeba doskonalić swoje umiejętności.
- Tia... Za godzinę wyjeżdżamy.
- Wiem... Ale kto wie. Może to ostatni taki postój... Może to ostatnia taka mgła..?

<Peeta?>

Od James'a CD Katniss

Serio?Trzeba być naprawdę strachliwym aby uciec z pociągu prowadzącego do własnej śmierci.Finnick uciekł i zostawił nam jakiegoś zastępce. O tyle dobrze. Miałem nadzieję,że chociaż ten nie będzie aż tak strachliwy.

~

Dotarliśmy do 4 od końca miasta.Wszyscy byli nieźle poddenerwowani.Wciąż jedynie szepty "Jak myślisz czy on będzie taki?" albo "Ciekawe czy w ogóle przyjdzie". Spędziliśmy tam parę godzin i jak gdyby nic ruszyliśmy dalej.Żadnego przybysza,żadnych dźwięków.Najwidoczniej stchórzył.Nie dziwię się.Kto by chciał oddać życie za jeszcze większego tchórza? Cała grupa chodziła przybita.Czy oni naprawdę myśleli,że to z tym następcą się sprawdzi?
Kolacja.Opuszczone łby i pełne talerze. Siedzieliśmy w kole a obok Katniss wręcz kuło w oczy puste miejsce.Nagle drzwi za mną rozsunęły się z cichym szelestem.Nie oderwałem nawet oczu od posiłku jednak reszta patrzyła się za mną jakby sam Finn wrócił.W końcu odwróciłem powoli łeb. Za mną stał zupełnie nieznany wilk z metalową szczęką.Zdawało się,że był prawie tak samo wysoki jak ja,lecz to chyba przez tą pomarańczowo-czarną grzywkę.
-Ty po talerze?-Spytałem.

<Kotna?>