Od Halloween Mello CD Clarence

-Hej!-Zawołałam wychodząc z krzaków.
-Co tu robisz?-Odwrócił się Renc
- A wy?
-Pierwszy spytałem.-Upierał się mój brat.Uśmiechnęłam się. Ta sytuacja przypominała mi coś.. tylko co?
-Oh..sama nie wiem..-Dręczyłam go. Zaczęła kręcić głową.-Może mi się przypomni potem, to może wy zaczniecie?
Clarence parsknął.Nareszcie go rozśmieszyłam!
-Dobra,jak chcesz.-Powiedział mimowolnie się uśmiechając.

<Renc?>

Od Nate'a CD Lizkit

Pewnego dnia poszedłem sobie na spacerek, bo jak zwykle nie miałem co robić. Szedłem sobie, szedłem, aż zaczęło kropić. Nie zareagowałem na deszcz, bo przecież go lubię. Po chwili zobaczyłem stos leżących na podmokłej ziemi, a za nimi jakieś coś. Podszedłem do tego czegoś na około i zobaczyłem, że to wilczyca... Nie wiedziałem co zrobić, aż w końcu zapytałem:
-Może pomóc?
Wadera spojrzała się na mnie z dołu i zaśmiała się.
-Ta... Chyba rzeczywiście przyda mi się pomoc...-Powiedziała, a ja podałem jej łapę i wyciągnąłem ją z błotnej kałuży. Nie sądziłem, że na takim zwykłym spacerku coś takiego się wydarzy. To chyba dobrze...
-Yyy? Jak masz na imię? -Zapytałem.
-Lizkit. A ty? -Odpowiedziała.
-Ja jestem Nate.
-Należysz do jakiejś watahy czy jesteś samotnikiem?
-Nie, nie należę do żadnej...
-To możesz dołączyć do Watahy Północnych Puszczy! -Zasugerowała Lizkit.
-Ja!?
-Nom, przecież nie mówię do drzewa.
Pomyślałem sobie "Kurde, jaka odważna babka. ''
-W sumie to mógłbym. I tak nie mam niczego do roboty.

<Lizkit?>

Od Lizkit do Nate'a

Któregoś, zimnego i pochmurnego dnia oddaliłam się od granic naszej watahy. Z każdym krokiem coraz to bardziej zdawałam sobie sprawę z tego, jak bardzo zaczyna mi doskwierać samotność. Uczucie to stawało się bardzo przykre i coraz częstsze... Usiadłam na polanie i wpatrywałam się w niebo, które okrywały szare chmury. Wkrótce na mój pyszczek zaczęły spadać kropelki deszczu. Mówiąc szczerze to nawet lubiłam deszcz. Po chwili jednak kontynuowałam spacer. Dolazłam do jakiegoś lasu i usłyszałam cichy szelest, który wkrótce ucichł... Wiedziałam, że to wilk bo słyszałam dyszenie. Przybysz dźwignął się z ziemi i spokojnym krokiem, wlekąc łapę za łapą stanął przede mną. Chwila, moment... On mi kogoś przypomina, czy to... nie to nie może być on! Caspian..?
- Liz, no proszę... Ile to już lat minęło co? Jak zdrówko?
- Dobrze - uśmiechnęłam się - No dobra, a tak serio to czego chcesz?
Caspian był "szefem" naszej bandy. Najstarszy, nikt nie był w stanie mu podskoczyć. Ja jednak nigdy specjalnie się go nie bałam, skrywałam bowiem nadzieję że nigdy nie zniżyłby się do takiego poziomu żeby bić wadery.
- Jak to czego? Ciebie... Uciekłaś i zostawiłaś mnie samemu sobie...
- Chyba se żartujesz! Nigdy tam nie wrócę!
- A poza tym, ty se zwiałaś a reszta paczki została. Smutno nam tam było bez ciebie kochana... Pobrykałaś, zabawiłaś się, wystarczy... Wracasz ze mną, jasne?
- Nie! Daj mi święty spokój.
- Hehe... Nie ma tak dobrze...
Chciałam uciec z całego tego miejsca ale basior zagrodził mi drogę.
- Puść mnie.
- Lepiej się zastanów, wiesz do czego jestem zdolny.
- I to aż za dobrze...
- No właśnie, więc zamiast mi tu stroić fochy odwróć się i idziemy.
- Powiedziałam ci chyba że nigdzie nie idę!
Faktycznie, wiedziałam do czego zdolny jest Caspian... Zaczęłam się trochę bać. Gdyby nie szelest w krzakach i zbliżające się coś, mogłoby być ze mną źle. Basior przestraszył się owego czegoś i powiedział pośpiesznie;
- Jeszcze tu wrócę, wtedy to tak miło nie będzie. I dobrze ci radzę kochanie, nie mów nikomu o tym naszym spotkaniu bo gorzko tego pożałujesz.
Caspian puścił mi oczko i już nie długo po tym zniknął w zaroślach. Mój wzrok powędrował teraz na szeleszczące krzaki. Co, druga niespodzianka? Ku mojemu zdziwieniu, był to zając...
- Ufff... - odetchnęłam z ulgą - Dzięki ci zajączku... Uratowałeś mi życie....
Pobiegłam w stronę watahy. Po kilku minutach biegu runęłam w dół przewracając się przez gałęzie. Wpadłam prosto w błoto... Jakiś ktoś stanął nade mną i powiedział uśmiechając się;
- Może pomóc?
Popatrzyłam na wilka z dolnej perspektywy i zaśmiałam się niezręcznie...
- Ta... Chyba rzeczywiście przyda mi się pomoc....
Basior podał mi łapę i pomógł wstać. Wyglądało to co najmniej dziwnie... Co on se o mnie pomyśli?! Kurde jakaś dziwka w błocie leży....

<Nate?>

Od Clarence CD Halloween Mello

Od Clarenca CD Hallowen

- Na pewno nie.- odpowiedział, klepiąc Hallowen po plecach.
- Dzięki.- szepnęła, ocierając łzę, która ściekała po jej policzku.
- A teraz-żegnaj. Jesteśmy wykończeni.- oznajmił i ułożył się do snu.

~*~

Następnego dnia w jaskini nie zastał nikogo. Glen gdzieś polazł, a on tkwił tam sam jak palec. Siedział na środku legowiska, patrząc gdzieś tam. Miał piękny sen. Znowu potrafił widzieć, patrzeć na wszystko. Mimowolnie wstał i wyszedł z jaskini. Przeciągnął się i otrzepał porządnie. Zaczął iść ku zapachowi tego śmierdziela, Glena.

~*~

Renc znalazł go dopiero po kilometrze od domu. Siedział przy śmietniku, gapiąc się w okno jednego z domów. Po co Czajka przyszedł na tereny ludzi?
- Ej, Glen, co ty tu...?- przerwał. Glen machnął łapą. Clarence podszedł do okna. W środku był mały dzieciak. Gapił się w ekran komputera. Oglądał jakiś filmik. W pewnym momencie kąciki pyska wilka podniosły się do góry i...

Mello? :3

Od Glena


- Srutututut... Słoiki nadziane sedesem...- podśpiewywałem pod nosem, oglądając odcinek tego "Cyber Mariana". Siedziałem przed oknem jednego z domów dwunogów. Jakiś dzieciak siedział przy kwadratowym pudle z obrazkami. Wpatrywał się w nie godzinami, a ja razem z nim. Jednak z transu wyrwał mnie głos mojego mistrza.
- Ej, Glen. Hallo?- machnął mi łapą przed oczami zaniepokojony Renc.
- Co, co?- mruknąłem nie odrywając wzroku od okna.
- Chodź, trening czas zacząć.- oznajmił obracając się i idąc ku terenom watahy.
- Zaraz przyjdę.- burknąłem. Nieee chceee treningu!
- U ciebie "zaraz" to godzina. Pospiesz się, rusz swoje dupsko i zmykaj na trening.- rzekł Clarence.
- Oj, dobra dobra...- począłem iść w kierunku basiora.

~*~

- Dobra. Zamień się w Smoka.- mruknął nauczyciel. Kiwnąłem łbem i zamieniłem się w Smoczysko. A co z tego wynikło? Kilka wilków pod moim cielskiem.

< Żyjecie? xd >

Od Radioactive CD Kiiyuko


- UWAGA! NAK*RWIAM SALTO!- wydarł się A.J. Skończyło się to tak, że je*nął łbem o ziemię.
- No ku*wa! Co ci odpier*oliło?!- wydarłem się. Wilk wpadł na mnie, lecz ja buchnąłem później śmiechem. Po chwili do mnie przyłączył się A.J i cała reszta. Późnym wieczorem wróciliśmy do jaskiń, odprężeni i wyluzowani. Padłem na łóżko ledwo żywy...

~*~

Obudziłem się, zasłaniając łapą namolne słońce. Wstałem mimo woli i podszedłem do wody. Miałem... Podbite oko i cały czerwony nos. Ale od czego? No cóż... Przeciągnąłem się i począłem iść w kierunku wyjścia. Cały czas spałem. Kiedy już miałem wychodzić oczy kleiły mi się jakby sklejone Vicolem. Więc... Padłem na ziemię. Po chwili usłyszałem czyiś głos.
- Wstaaawaaaj!- wydarł się nieznajomy. Złapał mnie za kark.
- No... Co. Co. Co?- burknąłem.
- Wiesz, która godzina?- spytał.
- No... Nie.- ziewnąłem przeciągle.
- To ja ci powiem. Druga po południu. Spóźniłeś się na lunch! I na polowanie!- powiedziała z przekąsem o dziwo różowa wadera. Zaraz... To Kii!
- Młech. No i?- mruknąłem.- Ważne, że wstałem.

< Kiiyuko? cx >

Dorastanie

Kiiyuko dorasta.

Od Kiiyuko

Mijały dni i tygodnie. A.J. dorósł a ja i Fritz zostaliśmy sami. A.J. "spoważniał" i już nie chciał nikogo trollować. Aż tak powoli to wszystko mijało. Teraz większość czasu spędzałam z Fritzem. Aż w końcu nastał dzień moich urodzin.
-RUBYRUBYRUBY!
-Co...?-Powiedziała zaspana wadera.
-DZIŚ SĄ MOJE URODZINY!!!!!
- Ciekawe czy tak będziesz skakać jak będziesz mieć 6 lat... A teraz idź buszuj po lesie i mi daj spać "dorosła wadero"
-Oj dobra, ty se tu śpij. Ja idem i nie wiem kiedy wrócem.
(Muza na tło)
Tańcząc wyglądałam mniej więcej tak:
 
-BLACK WIDOW BABY! - Krzyknęłam na cały las.
- Kii... coś ty taka wesoła...?
- To ty nie wiesz?! Dzisiaj DŻAMPRA!
- Bo..?
- DZIŚ SĄ MOJE URODZINY FRITZ!
- E.. ok... To najlepszego Kii...
- Dzięki Fritz!

~Na imprezie~

Ruby była DJ'ką. A ja... no rzecz jasna szalałam na całość xD
 
 (muza)
- UWAGA! NAK*RWIAM SALTO!- Powiedział A.J.. Skończył tak, że wywinął orła i powitał ziemię.

<Ktosie?>
 

Od Halloween Mello CD Clarence

-Zależy gdzie.My mieszkamy w pięknym miejscu. Zielonym i żywym. Roślinność kwitnie a jeziora błyszczą się od świecącego słońca. Błękitne niebo co jakiś czas zasłaniają białe niczym śnieg chmury.Nie wszędzie jednak tak jest. Ludzie biorą dla siebie coraz większe tereny i zamieniają je w metalowe piekło. Śmierdzi tam spalinami a wokół ciebie są tylko martwe budynki i elektryczność. Ludzie cały czas nastawiają się na promieniowanie i wielu z nich ginie na nowotwór.Zanieczyszczają jeziora czarną smołą a piękne zielone drzewa w lasach ścinają i palą lub przerabiają. Tylko nieliczni troszczą się o środowisko jednak ich działania nie skutkują. Na szczęście jest jeszcze trochę miejsca dla przyrody. Ale czy zawsze tak będzie?
Spuściłam łeb.

<Renc?Co sądzisz o moim bogatym opisie xD>

Od Clarence CD Halloween Mello


- Niech Ci będzie, udawaj sobie, że jestem twoim bratem.- mruknął. Po raz drugi w życiu sprawił komuś przyjemność przez trzy lata swojego życia.
- Och, dziękuję, dziękuje, dziękuje!- krzyknęła ucieszona. Podeszła do Renc'a, przytulając go mocno. A on? Nic sobie z tego nie robił, jednak parsknął ozięble:
- Ale bez takich czułości.- odepchnął w taktowny sposób radosną waderę. Hallowen miała już wychodzić, lecz Clarence znowu ją zaczepił:
- A... Jaki jest teraz świat? Odkąd straciłem wzrok?- powiedział...Rozmarzony. Czy dobry humor zaczyna opanowywać basiora?- Ale cicho to mów, bo Glen się jeszcze wtrąci.

< Mello? Wena zdychła .-. >